poniedziałek, 22 października 2012

futro a nowa zabawka...

Co jakis czas kupie tym moim lobuzom nowa zabawke, tak zeby sie czyms zajely i nie zawracaly gitery personelowi, ktory ogolnie dopasowujac sie do aury na dworze, zrobil sie dosc niemrawy. Pomijajac, ze w koncu po to sa dwa futra, zeby sie wzajemnie zabawialy a nie siedzialy jeden obok drugiego i gapily na mnie jak gekon w muche :]


Ale z kocimi zabawkami to jest tak, ze na poczatku... przez pierwsze minuty zainteresowanie siega zenitu. Bo przeciez trzeba dokladnie obwachac... kawalek po kawalku.


Potem trzeba przetestowac, do czego to sie nadaje i co z tym mona zrobic.


Nastepuje kilka intensywnych minut...


... a po chwili mamy taki obrazek. 

Zabawka lezy, futro lezy... a w oczach wyrzut, ze personel moglby sie laskawie ruszyc i troche postarac. W koncu zabawka sama z siebie tez niemrawa, wiec trzeba cos zrobic, zeby bylo weselej. W przeciwnym razie po kolejnych paru minutach mam dwa skrzeczace gekony kolo nogi... i to by bylo tyle na temat, kup kotu zabawke a bedziesz miec spokoj tiaaaa...


niedziela, 14 października 2012

zastoj... mozna by powiedziec jesienny ;)


Niestety... po raz kolejny blog zarasta pajeczynami. Futrom przykro z tego powodu ale niestety personel jakis niezorganizowany, zapracowany i leniwy ale zostal zdyscyplinowany i obiecuje poprawe :)

piątek, 14 września 2012

parapetowe SPA :)

 Gdy jest w miare cieplo i mam otwarte okna, to futerkowe czesto zalegaja na swoich miekkich podkladkach pod kuper i urzadaja sobie SPA, czyli jeden dopieszcza drugiego... pucowane sa pyszczki i uszy... a czasami i inne czesci futerkowych.


Tu Wilbi lezy wyciagnety i zrelaksowany a Wikko pucuje. Czasami jest na odwrot ale ogolnie to czesciej jest wlasnie w tej konstelacji... Wilbi po prostu jest strasznym leniem albo jego pucowanie jest tak intensywne, ze po chwili SPA przeksztalca sie w zawziete zapasy.

Jak widac przeszkadzalam, bo zostalam skarcona wzrokiem, 
po czym futro wrocilo do przerwanej roboty ;) 


piątek, 7 września 2012

nie da sie ukryc...

 ... dopadlo nas lenistwo blogowe... i nie tylko.




 Zeby nie bylo... Wilbi jak zwykle lezy w wersji korkociag, 
ja tego nie pojmuje ale skoro mu tak wygodnie ;)


czwartek, 16 sierpnia 2012

paczka przyszla...


... a w niej rzeczy dla personelu, nic dla futer... 
wiec doprawdy nie wiem skad to zainteresowanie.

:)


niedziela, 12 sierpnia 2012

ladowanie baterii ;)

Po kazdej intensywnej zabawie, nagle nastaje cisza.

Wilbi                                                      Wikko

I gdy oba futra znikaja, to wiadomo... ze to czas na futrzana drzemke.

Personal ma wtedy wolne, czasami nawet pare godzin spokoju... wszystko zalezy od stopnia zmeczenia futerkowych a takze od pory roku. Zima spia wiecej. I tak moge spokojnie robic co mam do zrobienia, bez towarzystwa, ktore placze mi sie pod nogami... tudziez przelatuje z predkoscia swiatla. Do tego jak spia to nie marudza... nie jecza, nie spiewaja, nie jodluja... nie patrza mi gleboko w oczy z wyrzutem, ze nie reaguje na ta kakofonie.

piątek, 10 sierpnia 2012

futrzakowi w zloby dano ;)

 To akurat czesc ostatniego zamowienia, pozniej przyszly jeszcze dwa opakowania Acany. Ogolnie futra od poczatku dostaja na przemian rozne rodzaje ale tylko tych dwoch firm (Orijen, Acana), do tego wzielam na wyprobowanie Applaws i zostalo zaakceptowane. Tak samo jak obie pozostale firmy karma sklada sie glownie z miesa, bez dodatkow zboz i innych zbednych zapychaczy. W ramach urozmaicenia biore z Royal Canin... raz na zeby, inny raz na futro. Z tym, ze jest to przewaznie jedna 2,5 kg paczka... wiadomo futrom trzeba urozmaicac, bo inaczej im sie nudzi i zaczynaja krecic nosem.


Jaaaaaa... rzucili zarcie...


 ... tylko dlaczego zamkniete :]


Jak widac na powyzszym obrazku Wilbi jak zwykle cierpi, Wikko jeszcze nie stracil nadziei... czekal na impreze z mieszaniem, wie ze wtedy zawsze cos nadprogramowego wpadnie w paszcze :)

niedziela, 29 lipca 2012

cierpienia "mlodego" Wilbara :)

 Sa momenty kiedy Wilbi bardzo cierpi... jako furto z syndromem niedopieszczenia cierpi pare razy wiecej jak przecietny kot. Cierpi glownie wtedy jak ma wrazenie, ze poswieca sie mu za malo uwagi. Wtedy protestuje dlugo i glosno... doprowadzajac personel do szalu.

Ale jest jeszcze jedna sytuacja, gdzie Wilbusiowe cierpienie siega zenitu.


Sa to momenty gdy brat schowa sie gdzies a ostatnio chyba stwierdzil, ze jest kretem i namietnie ryje. I tak wlasnie wyryl sobie norke pod kanapowa poduszka, schowal sie tam z zamiarem uciecia sobie drzemki. Nic z tego... Wilbi go zaraz zlokalizuje, siada w poblizu i cierpi... cierpi namacalnie.


 Co krecika przewaznie malo wzrusza, w koncu przed bratem sie tam schowal.


A jak ma dosc... to wytrzeli z ukrycia jak korek od szampana i z glosnym wrzaskiem zalicza przelot przez mieszkanie, konczac w wannie albo na ktoryms parapecie... i tam zastyga, jakby siedzial tam conajmniej od tygodnia :)