niedziela, 17 stycznia 2010

sobota, 16 stycznia 2010

tam gdzie sie zmieszcza wasy

pojawi sie zaraz caly kot... na zasadzie...
jak mnie nie chca przepuscic... to sie przecisne


i wleze tam gdzie chce... o!


a ku ku ;)

piątek, 15 stycznia 2010

Wilbara pozycje podczas zabaw

... sa rownie rozkoszne jak te podczas spania ;)


tym razem podusia byla placem zabaw


i futro sie kulalo


z krotkimi przyrwami


zeby potem jeszcze pare machniec lapka wykonac :)

środa, 13 stycznia 2010

wieczorowa pora

... czyscioszek w trakcie wieczornej toalety


Wikko pucuje sie zawziecie...


korzystajac z kazdej okazji...


a potem czeka
az wszyscy zamelduja sie w sypialni
bo przeciez nie da sie inaczej...
bez brykania na dobranoc :)

wtorek, 12 stycznia 2010

instynkt lowcy

... czyli Wilbar w poszukiwaniu myszy


hop ! i futro czesciowo zniknelo za lozkiem...


i juz ja ma... prawie ;)
Wikko zabezpiecza tyly


jeszcze kawaleczek... i mozna dalej szalec ;)

poniedziałek, 11 stycznia 2010

ciasno sie robi

wczesniej zgodnie oba grzaly kuperki...
z czasem Wilbar stwierdzil, ze to jego korytko
i rozciaga sie tam do granic mozliwosci...
i nie za bardzo podoba mu sie towarzystwo :)


a gdy brat pierwszy sie tam pojawi,
to po prostu bezczelnie sie na malym uwali...


co nie da sie ukryc wyglada komicznie...
ale Wilbarowi wcale nie przeszkadza,
bo on po chwili spi snem kamiennym...
w przeciwienstwie do Wikkusia,
ktory czuje sie tak jakby przytloczony sytuacja ;)


dopiero po krotkiej probie wyjasnienia...
futra doszly do porozumienia i dalej lezaly w zgodzie...


do nastepnego razu...
choc Wilbar dalej nie wygladal na szczesliwego :]

niedziela, 10 stycznia 2010

mala rzecz a cieszy

Duzy karton... pare dziur... jakis sznurek...


i Wikko poczul sie jak w domu ;)


a potem sprawdzal czy mysz sie dobrze buja ;)

sobota, 9 stycznia 2010

ciekawosc prowadzi...

... do bycia mokrym i bardzo niezadowolonym :P


Wczoraj zdziwily mnie mokre plamy na wykladzinie, juz mialam dziwne mysli... ale poszlam tropem i znalazlam Wilbara, ktory sie bardzo intensywnie myl... powachalam kota... pachnial na kwiatki... hmmm...


i tu przyszlo skojarzenie z szalejaca pralka... i futrzanym zainteresowaniem w ostatnich dniach... no coz... wyszlo mi, ze sierota wlazl do wanny, w ktorej jeszcze bylo sucho ale pralka ktora powoli zabierala sie za wirowanie i zaczela pluc woda... i ta woda trafila futro w boczek...


niezadowolenie kocie z zaistnialego faktu bylo namacalne... ale sam sobie winien... mial przynajmniej co robic przez nastepne 30 min... a dzis byl jeszcze bardziej puszysty hehe ;]