piątek, 8 stycznia 2010

Paweł i Gaweł ;)

Paweł i Gaweł w jednym stali domu,


Paweł na górze,

a Gaweł na dole;


Paweł, spokojny, nie wadził nikomu,


Gaweł najdziksze wymyślał swawole.
Ciągle polował po swoim pokoju:


To pies, to zając - między stoły, stołki
Gonił, uciekał, wywracał koziołki.

czwartek, 7 stycznia 2010

oj dzialo sie... dzialo

Zapakowalam we wtorek futra...
oczywiscie nie w karton i wywiozlam... do weta :]

Tak sobie pomyslalam... 6 miesiecy minelo,
trzeba by przeglad futer zrobic.

W drodze do...
przez chwile byla cisza... z zaskoczenia chyba i przygladanie sie temu co zza kratki widac... potem auto... i tu sie zaczelo. Wilbar jak zwykle oaza spokoju... Wikko jako syrena strazacka siedzial i wyl... wylazil z klatki na moje kolana... wlazil znowu do klatki i wyl...

Na miejscu...
chyba za bardzo im sie nie spodobalo ale przyjely to oba spokojnie, Wikko po spiewach w aucie zbieral sily, w ramach rozladowania emocji wymyl Wilberowi dokladnie pyszczek... potem oba wywiesily lepki przez prog klatki i drzemaly. W gabinecie pobiegly sie na poczatku w roznych kierunkach ale daly sie zbadac, lyknely tabletke odrobaczajaca... i Wikko zaczal sie awanturowac bo wszystkie drzwi dookola pozamykane a on tego nie lubi. Tak sie rozbrykal, ze po raz pierwszy wskoczyl z ziemi do zlewu, przemaszerowal po blacie i wryl sie w stojak z probkami karm dla zwierzat. Bezczelna paskuda :] Ogolnie przebieglo bezproblemowo... dziasla maja zaczerwienione ale sa na etapie wymiany zebow... Wilbar podziebiony, choc nie mam pojecia jak to zlapal... dostal ehinacea w ampulkach, ktora dodaje do wody. Futra w koncu grzecznie wrocily do klatki.

A po drodze...
Wikko wyl... Wilbar lezal i dalej ze stoickim spokojem tolerowal brata lazacego mu po glowie. Zatrzymalismy sie... otworzylam kratke... futra wylazly, pozwiedzaly auto... wlazly z tylu za zaglowki i zapadl spokoj. Ruszylismy dalej... to im sie mniej podobalo bo bujalo... Wilbar podziwial zime... Wikko znowu troche pomarudzil ale juz bez przekonania i tez gapil sie tylko, ze w przeciwnym kierunku... siedzac mi prawie na glowie.

W domu...
pozwiedzaly znane katy... stwierdzily, ze wszystko ok...
i poszly spac :)

ufff...

środa, 6 stycznia 2010

kota mi pogielo





Jak juz mi sie wydaje, ze wszystko widzialam...
to Wilbar mnie zaskoczy... czy ten kot naprawde nie ma kosci :)

wtorek, 5 stycznia 2010

chcialabym... chciala...


Kupujac ostatnio kocie jedzenie wpadl mi w oko drapak marzenie... i pewnie nie tylko dla mnie :) ... drzewko ma 176 wysokosci... wymarzone dla Wilbara, ktory sie wspina jak malpka... i przede wszystkim jest wieksze, bo z tego co teraz maja powoli wyrastaja. Jedyny problem to miejsce gdzie moglabym go postawic. Przez to, ze jest wieksze od obecnego, to wymienic sie nie da :]

Poczekam... moze ten nowy rok przyniesie jeszcze inne zmiany... i znajdzie sie wystarczajaco miejsca na nowy drapak... a moze do tego czasu ogolnie im sie znudzi ;) ... w co akurat nie za bardzo wierze heh... jedyne co moze sie stac to to, ze obecny drapak sie rozpadnie... ze wzgledu na intensywne uzywanie przez futra.

poniedziałek, 4 stycznia 2010

bladym switem...

... a wlasciwie jeszcze ciemna noca... bo zima 6 rano to po prostu tragedia. Dla mnie nie dla futer :] Bo te radosnie wpadaja do sypialki na dzwiek budzika... pierwszy z przytupem pojawia sie Wilbar... z nim przemyka sie Wikko. Podeptaja chwile, pomrucza... i ruszaja ze mna w poranna trase miedzy kuchnia i lazienka. W lazience... siadaja pod pralka i patrza na mnie wymownie. I tak musze futrom polozyc szlafrok na pralce... i zanim dobrze uloze to Wilbar juz na nim siedzi... Wikko pojawia sie sekunde pozniej. Biorac przykad ze mnie... ostawia toalete poranna... i zanim opuszcze lazienke spia snem kamiennym.
Nie powiem... czasami zazdroszcze ;)

Ale na szczescie teraz mam urlop... ha!

niedziela, 3 stycznia 2010

potwor juz niegrozny

z jednej strony...

i z drugiej...

ostroznie bo moze jeszcze zyje...

trzeba bylo sie dokladnie temu potworowi przyjrzec...

hmmm... a co on tam ma w srodku...
upsss... wyglada jak futro...

ogolnie potwor w koncu zostal zakwalifikowany jako jednostka niegrozna, piekielny halas tez juz nie wywoluje niepokoju... Wilbar o dziwno bardziej odwazny... Wikko ciagle z bezpiecznej odleglosci obserwuje odkurzacz w akcji :)

sobota, 2 stycznia 2010

poscielowe szalenstwo

Na poczatku trzeba bylo zryc i przekopac...
przygotowac teren pod impreze...

potem male polowanko Wikkusia...

balet w poziomie... w wykonaniu Wilbara...

taaakie mam duzie nozie (przednie hihi) :)

i obrona... uwielbiam te rozczepierzone lapki...

i gryziemy brata w piety.

Tak to jest jak sie w lazience polozy sciagnieta posciel do prania. Musze uwazac, zeby nie wyprac przy okazji ktoregos futra... wtedy mam wrazenie, ze one sie jakos mnoza i jest ich wiecej niz dwa :]

piątek, 1 stycznia 2010

noworocznie

Futra dzis spokojne... odsypiaja wczorajsze atrakcje :)

Pierwszy Sylwester... na poczatku zaciekawil, oba siedzialy w kuchni na oknach i przygladaly sie fajerwerkom oczkami wielkimi jak spodki. Wszystko bylo dobrze, dopoki nie wyszlismy na dwor (tzn. ja z mezem) i odstawilismy nasz maly wybuchowy pokaz. To bylo dla futer chyba za duzo i gdy wrocilismy, to koty siedzialy rozplasczone za kanapa. I o ile Wikko szybko zapomnial o nadmiarze halasujacych atrakcji i zaraz znowu sie bawil... tak Wilbar potrzebowal wiecej czasu ( jak zwykle zreszta).