wtorek, 3 sierpnia 2010

pakowanie

z punktu widzenia kota przeprowadzki sa rownie interesujace jak zmiana poscieli... przynajmniej w poczatkowej fazie... bo nic tak nie uszczesliwa futer jak zamieszanie i setki kartonow przeroznej wielkosci... i tyle mozliwosci sie otwiera... czyt. udostepnia... czyli polki, ktore wczesniej byly poza zasiegiem...







kocia radosc sie konczy w momencie gdy terenu do zabawy ubywa a z czasem zaczynaja znikac rozne znajome obiekty... np. kocie drzewko... to spowodowalo wzmozenie futrzanej czujnosci... na koncu byly do tego stopnia zakrecone, ze dobrowolnie weszly do transporterka i zanim sie zorientowaly gdzie sa...

bylo juz za pozno :D

niedziela, 1 sierpnia 2010

przelotem



przeprowadzki maja to do siebie, ze pochlaniaja strasznie duzo czasu...
jedna noga w starym mieszkaniu... druga w nowym... obiema w pracy...

ale juz pierwsza noc za nami... padnieta jestem na tyle, ze nawet nie mam sily latac za futrami z aparatem... a pozatym one chwilowo i tak wiekszosc czasu spedzaja pod lozkiem albo lataja po mieszkaniu w takim tempie, ze nie nadazam :]

niedziela, 18 lipca 2010

zachwiana statyka ;)

Wilbar wskoczyl na ulubiony kartonik... czegos dosc dawno nie robil...



wskoczyl i sie zdziwil... kartonik sie zapadl...
tiaaa... no coz... uroslo mu sie troszczke...

futo uroslo... nie kartonik rzecz jasna ;)

Wilbar niepewnie popatrzyl na ta krzywizne pod stopami... i poszedl w dluga...

wtorek, 13 lipca 2010

jakby mnie ktos pytal...

... to naprawde wystarczy juz tych koszmarnych upalow :/





czwartek, 8 lipca 2010

kontrola musi byc...





na poczatku subtelnie... ale po chwili trzeba bylo zabrac sprzed kociego nosa... bo futro juz wystawialo z zainteresowaniem zabki... w sumie tak ladnie spal a ja chcialam zdobic zdjecie pedzelka na szarym tle... no coz... zamilowanie Wikkusia do moich akcesoriow kosmetycznych to nic nowego ;) ...

niedziela, 4 lipca 2010

100% niezadowolenia

gosci mamy... i to nie ot tak na chwilke tylko na dwa tygodnie...



niezadowolenie futer siega zenitu...

siostra A. osoba dorosla ogolnie bylaby do przezycia... dwie dodatkowe nogi nie stwarzaly zagrozenia ale mlody... 6 latek... a wiadomo, ze dzieci to w pionie i poziomie sie przemieszczaja... na raz... robiac przy tym lomot taki, ze sasiadom pewnie tynk z sufitu leci... to mlody do tego ma wysoki glosik... tonacja, ktora u futer wywoluje natychmiastowa chec ucieczki i polaczona z dzikim pedem pod lozko... a gdy jeszcze do tego mlody spotka sie po raz kolejny z np. drzwiami to natezenie dzwieku zblizone jest do syreny alarmowej...

a futra do tej pory zyjace w spokoju... gdzie jak bylo zamieszanie to przez nie wywolane... i tu nagle taki szok... bo mlody przez pierwsze parenascie minut zmeczony po podrozy poruszal sie niemrawie... i cichutki byl... stan, ktory dlugo nie potrwal i odwazny Wikko po pierwszych probach zapoznania sie... stwierdzil, ze to dla niego za duzo... i ewakuowal sie na reszte dnia pod lozko... Wilbar okupuje korytko... sypialnie opuszczaja tylko wtedy gdy mlody znadzie sie poza zasiegiem ich sluchu... wtedy nastepuje ostrozne wystawienie ryjka zza winkla... i domagaja sie ode mnie zabaw w srodku nocy... bo przeciez ile mozna spac ;)

czwartek, 1 lipca 2010

na sucho...

w zimnej wannie...


to Wilbarowy wybor na upaly :)

do tego stopnia mu sie tam podoba, ze chcac sie wykapac musze wejsc do wanny i puscic wode... futro wtedy otwiera oko... i kontroluje sytuacje... przy pierwszych kroplach, ktore go dopadna, nastepuje natychmiastowe opuszczenie wanny z glosnym prychnieciem pod moim adresem :]

wtorek, 29 czerwca 2010

upaly bywaja meczace...

... az by sie chcialo z futra wyskoczyc ;)